niedziela, 14 czerwca 2015

Torcik Bzyka

Tym razem dzieciaki rano obległy łóżko babci. Po śniadaniu wybraliśmy się na car boot sale (karbutcel). To taki irlandzki pchli targ. Po za tym , że trochę przypomina śmietnik to czasem można wyszperać prawdziwe cudeńka. Tym razem udało się Bzykowi - znalazł zestaw torów Tomka za 4 euro.
Kolejnym punktem programu festyn w parku. Chłopców zabrała babcia, tymczasem ja wzięłam się za tort. Babcia leci jutro do Polski dlatego świeczka była już dzisiaj. Dzięki mamie bliźniaczek galaretka i budyń były w kolorze niebieskim, to ulubiony kolor Bzyka.
Potem już tylko mini przyjęcie z mnóstwem prezentów i głośnym "Sto Lat".
Po przyjęciu bitwa na pistolety wodne. Niestety trzeba się było zbierać. Po powrocie do domu dzieciaki jeszcze przetestowały prezenty. Była masa radości i zaganianie ich do łóżek nie było łatwe.


sobota, 13 czerwca 2015

Urodzining w Tralle

Jest clubing to może być i urodzining ;). Weekend rozpoczęlismy od świętowania urodzin ciotki.
Zanim wyruszyliśmy na imprezy potworki w weekendowym stylu wstały o szóstej trzydzieści. Poleniuchowaliśmy długo w piżamach. Potem tylko dokończyłam wyprowadzać babcię, szybki obiad i w drogę.
Przed rozpoczęciem imprezy właściwej wybraliśmy się na krótki spacer po plaży nad zatoką. Bzyk wysiadł z samochodu sfochowany ale po chwili też się rozkręcił. Brzdąc przesypywał piasek wołając "Śeg, śeg! Idzisz?" (Śnieg, śnieg! Widzisz?). Zamiast zamku chłopcy zbudowali zjeżdżalnię z piasku.
Trzepania było potem co niemiara.


U Bliźniaczek mnóstwo atrakcji. Doskonała zabawa, fantastyczna atmosfera, pyszne jedzenie i niebiański tort.
Do tego wszystkiego wygraliśmy z Gruzją 4:0.
Dolce vita!



Dzieciakom tak się podobało, że postanowili zamieszkać u dziewczyn na dłużej.



czwartek, 11 czerwca 2015

Życzeniowo, rowerowo

Marzenko życzymy spełnienia najskrytszych marzeń!

Chłopcy jak zwykle odśpiewali zwyczajowe "Sto lat" przez skype. Ja się nie załapałam bo wyprowadzam babcię, przed powrotem do Polski :(.

 

środa, 10 czerwca 2015

Czerwcowy Śmingus Dyngus

Ciepło więc na deser obowiązkowo lody. W ramach ochrony odzieży jedzone bez koszulek ;).
Dzieciaki wybrały się na spacer po okolicznym osiedlu. Okazało się, że zaprzyjaźnieni sąsiedzi urządzają bitwę wodną. Było mnóstwo śmiechu. Chłopcy wrócili zachwyceni i mokrzy.


niedziela, 7 czerwca 2015

Piknik pod Wiszącą Skałą

Dzieciaki od rana postanowiły pokazać kto na prawdę rządzi w tym domu. W ramach pacyfikacji dostali telefony. Tym razem nie mieli ochoty na aplikacje tylko chcieli się bawić w fotografa. W efekcie mam trylion niepowtarzalnych selfie ;).


Bestia narzekał na ból brzucha. Odmawiał jedzenia i prosił o miętę. Zapowiadała się "fajna" niedziela.
Wybieraliśmy się na obiad do babci więc usiłowaliśmy położyć dzieciaki wcześniej. ponieważ się nie udawało M. postanowił ich przewietrzyć. Przy ubieraniu okazało się, ze buty Bestii na dwór nie nadają się już zupełnie do niczego. M postanowił je wyrzucić. Bestia zareagował histerycznie: "Proszę zostaw mi je na pamiątkę, tak bardzo je lubię". Jasne, postawimy mu je na półce w pokoju!. M. wygrzebał kupione jeszcze zimą inne buty, nieużywane z racji tego, że sznurowane. Tymczasem Bestia stwierdził, że tak źle się czuje, że zostanie jednak w domu. 
Bzyk widząc "nowe" buty Bestii zaczął rozpaczać, że on nie ma żadnych sznurowanych a też by chciał. Oboje próbowaliśmy opanować sytuację. W między czasie Brzdąc pałętając się na chodniku przy domu postanowił przygarnąć martwego ptaszka. Masakra! Nie widziałam tego ale mdliło mnie kiedy szorowałam mu ręce.
W końcu sytuację udało się z grubsza opanować.
Bestia powinien był pójść na uroczystą mszę z procesją ale z racji złego samopoczucia został w domu.
Jeszcze nie doczytałam co to za święto ale z grubsza wyglądało jak nasze Boże Ciało. Nie wiedziałam tylko, że procesja przechodzi koło naszego domu i że mieszkańcy na tę okoliczność stawiają ołtarzyki w drzwiach.

Ponieważ chwilę wcześniej zadzwoniła babcia z informacją, że kolacyjnego grilla jemy u nas, w naszych drzwiach zamiast dewocjonaliów stał mop.

W trakcie kiedy na szybko rozmroziłam bigos i machnęłam zapiekankę warzywną, M odgruzował dół i udało się ogarnąć bałagan ze strzyżenia żywopłotu, rodzina usiłowała się do nas dodzwonić z informacją, że nastapiła kolejna zmiana planów i grilla robimy jednak w plenerze. Cóż... mniej sprzątania na poniedziałek ;).
Wrzuciłam popcorn do mikrofalówki i poszłam się kąpać. Bzyk i Brzdąc właśnie wstali i postanowili dotrzymać mi towarzystwa. Bzyk jest teraz na etapie fascynacji piersiami i ciągle pyta po co je mam. Słysząc po raz kolejny, że to do karmienia dzidziusiów, zarzuca Brzdąca pytaniami jak dał radę ciągnąć mleko i czy mu smakowało.
Po wyjściu z pod prysznica okazało się, że na dole mamy zadymienie trzeciego stopnia. Nie mogliśmy zlokalizować źródła. Zapiekanka i bigos wyglądały na niespalone. 
Pootwieraliśmy okna i ruszyliśmy do babci. Obiad jak zwykle pyszny.
Zaraz potem, po małych przygodach, udało nam się dotrzeć do parku. Dzieciaki już tu kiedyś były ale ja nie spodziewałam się, że to takie fajne miejsce. Kiedyś musimy się tu koniecznie wybrać na cały dzień.
W trakcie spaceru wspięliśmy się na górkę, która tak jakoś, przypomniała nam o "Pikniku pod Wiszącą Skałą". Przy okazji dowiedziałam się, że wbrew sugestii z początku filmu cała historia jest fikcją.
Odśpiewaliśmy Iśce "Sto lat" via skype, poskubaliśmy trochę grillowego jedzenia (byliśmy krótko po obiedzie), pospacerowaliśmy i pełni wrażeń wróciliśmy do domu.
Po powrocie, robiąc dzieciakom mleko M. odkrył źródło zadymienia i koszmarnego zapachu, który niestety nie wywietrzał podczas naszej nieobecności. Okazało się, że zapomniałam o popcornie w mikrofalówce! Niestety w całym domu jeszcze "pachnie". Jak zwykle chciałam za dużo, za szybko ;).
Przed snem Bzyk zafundował mi rozmowy z serii s-f. Skrzętnie je zanotowałam ale zostawiam je sobie na notkę z nudnego dnia ;).

 Literówki i stylistykę oraz wklejanie zdjęć odkładam na jutro, bo się późno zrobiło :D.
Dobranoc.



Drugie urodziny Iśki

Słonko, kolorowego dzieciństwa, spełnienia wszystkich marzeń, trafionych prezentów i fantastycznego przyjęcia urodzinowego
życzą ciotka i chłopaki

 Tymczasem dwa lata temu:


Urosła ale dalej jest tak samo słodka :).

wtorek, 2 czerwca 2015

Od jutra będę lepszą matką

Lubię swoją pracę ale często wracam tak zmęczona, ze na nic nie mam siły. Dzieciaki jak to dzieciaki, stęsknione garną się do matki, a mnie się zwyczajnie nie chce. Nie chce mi się tym bardziej, że na mój widok włącza im się postawa roszczeniowa. Wiem, że sama na to zapracowałam ale to wcale nie zmniejsza pojawiającej się irytacji. Zwykle wtedy po najmniejszej linii oporu zalegamy gromadnie na łóżku w sypialni. Ja czytam co tam na świecie a Brzdąc i Bzyk dostają po telefonie i uruchamiają jedną z aplikacji lego. Do niedawna najbardziej lubili pociągi, potem lody a ostatnio Bzyk się wyłamuje i woli las albo cyrk.

 
 Przy tej okazji zawsze zadziwia mnie intuicyjna łatwość obsługi smartfonów u dzieci. Nawet Brzdąc bez problemu samodzielnie uruchamia aplikacje albo włącza swoja ulubioną bajkę.
Mało twórczy tydzień staram się odrobić w weekendy, obiecując sobie, że już od jutra będę lepszą mamą na codzień. Obiecanki cacanki.

 

niedziela, 31 maja 2015

Never ending rainbow

Dzień dziecka świętowaliśmy  już dzisiaj. Był basen i oceanarium, wspinaczki po górach i piknik nad oceanem. O wszystkim napiszę jak nam wiatr z plaży przestanie szumieć w uszach.





sobota, 30 maja 2015

Długi weekend czas zacząć

Zrobiłam sobie herbatę z cytryną, rozpaliłam w kominku, odpaliłam Układ Zamknięty (pisałam o nim <tutaj>, film oparty na faktach, trochę o sprawie osób, które zainspirowały reżysera można poczytać <tutaj>) a teraz będę pisać.
Rano mogłam pospać, później powylegiwać się bezkarnie a jeszcze później celebrować śniadanie.
Babcia zabrała Brzdąca do Tralee. Podobno na początku nie chciał wsiąść do autobusu ale potem całą drogę był radośnie podekscytowany.
Popołudniu do dzieciaków wpadł kolega Bestii ze szkoły. Oczywiście punktem przewodnim wizyty były x-box i trampolina.
Wieczorem wzięliśmy się za przygotowanie pikniku. Dzieciaki podekscytowane jutrzejszym dniem długo nie mogły zasnąć.



niedziela, 24 maja 2015

Globtroterzy

Od przyjazdu do Irlandii robiłam zdjęcia wyłącznie telefonem. Jakiś czas temu dotarła część paczek z Polski a w niej aparat "do torebki". Postanowiłam go w końcu odkurzyć i zacząć używać. Brzdąc zachwycony "nowym" urządzeniem.
Weekend więc na śniadanie obowiązkowo jajka na bekonie :).


W ubiegłym tygodniu mama Bliżniaczek opowiedziała nam o planowanej na sobotę, w Killarney imprezie z okazji Dnia Dziecka. Poczytałam wydarzeniu gramy dla dzieci i postanowiliśmy pojechać.
Wybierałam się z przekonaniem, że jedziemy na przedstawienie kukiełkowe.
Tymczasem na miejscu okazało się, że to nie przedstawienie a animacja, taka w stylu imprez urodzinowych.




Bestia nie chciał się integrować bo się podobno wstydzi (pewnie szukał pretekstu, żeby bezkarnie pograć na komórce) a Bzyk rozpaczał, że za głośno i ciągle zatykał uszy. 

Tylko Brzdąc z pewną dozą rezerwy był gotów się pobawić. 
Za to towarzyszące nam Bliźniaczki sprawiały wrażenie zadowolonych. W tej sytuacji większość imprezy spędziliśmy ganiając po dworze.
Dzieciaki dostały dyplomy, po dwa Kubusie i po kawałku (kilku kawałkach na ścisłość) torta okolicznościowego.

Bzykowi największą radość sprawił balon, obowiązkowo w kolorze niebieskim. W hotelowym ogrodzie załapaliśmy się na namiastkę kolejnego punktu programu.


Wpałaszowali, poprosili o dokładki i pojechaliśmy dalej.
Zdaje się, że mieliśmy dzisiaj doczynienia z masowym zlotem miłośników samochodów. W drodze do Killarney minęliśmy kilkanaście rolls royc'ów a w samym mieście było mnóstwo miłośników VW.
Do Killarney National Park mieliśmy pojechać tylko na chwilę, żeby dzieci trochę poganiały i żeby zrobić zdjęcia rododendronów dla babci. Zaczęliśmy od pikniku w ogródku restauracji.
Dzieciaki przy okazji poszalały w ulubionych labiryntach.
I wyruszyliśmy pozować przy kwiatkach. Zakamarki ogrodu pobudzają fantazję dzieciaków.

Było oczywiście pozowanie w kwiatkach i innej roślinności.







Przeszliśmy się nad jezioro, dzieciaki poturlały się po trawie i ruszyliśmy dalej
Następny punkt programu to Gap of Dunloe, malownicza przełęcz pomiędzy najwyższymi pasmami górskimi w Irlandii. Trasa nieomal przyprawiła mnie o zawał serca (mam lęk wysokości) ale było warto.

Dzieciaki miały prawdziwą radochę.








środa, 20 maja 2015

Wyprzedaże

3:0 dla przeziębienia. Chociaż dzisiaj pojawiła się teoria, że to być może alergia. Zobaczymy.
Zalegając popołudniowo odkryłam tę stronę : www.fashionmia.com
Wysyłka to tylko 3,5 $. MUSIAŁAM coś zamówić :).

http://www.fashionmia.com/Products/designed-casual-round-neck-sleeveless-chiffon-shift-dress-21930.html 
Teraz czekam cierpliwie na przesyłkę

wtorek, 19 maja 2015

A psik

Przez chwilę miałam nadzieję, że jest lepiej. Niestety 2:0 dla przeziębienia.
Leczę się miodem, sokiem z malin i zabójczą dla otoczenia ilością czosnku. Na szczęście dzieciakom czosnek nie przeszkadza i nie zważając na ryzyko zarażenia wpadali do ledwo ciepłej matki na przytulanki.
Mam nadzieje, że jutro będzie lepiej.

poniedziałek, 18 maja 2015

Imieninowo

Imienin nie obchodzę ale tak jakoś już wczoraj spotkała mnie miła niespodzianka i dostałam na tę okoliczność kwiatki od Bliźniaczek (w końcu jedna z nich jest moją imienniczką). Dzisiaj niespodziankę zrobili mi moi panowie. Co roku dostawałam od M. konwalie, tutaj było trudno więc zamiast:

Ha! Mam i kwiaty i prezent :D.
Przeziębiłam się i ledwo oddycham. M. zaleca wolne ale niestety chwilowo to niemożliwe.
Dzieciarnia niestety nie jest w stanie tego pojąć i trzeba ich było izolować podstępęm. W przeciwnym razie złaknienie towarzystwa matki spędzili by ze mną całe popołudnie w łóżku. Zadanie było o tyle trudne, że dzisiaj pogoda kwietniowa, mimo to M. stanął na wysokości zadaniaPrzed jutrzejszym dniem w pracy M. reanimuje mnie jak może. Dlatego od południa bezkarnie,  pociągająco zalegam w pościeli.
W tych okolicznościach nieco mi się nudziło i jakoś tak na fali gorączkowego myślotoku przypomniała mi się piosenka, która w liceum przyprawiała mnie o gęsią skórkę






Prawda, że nie tylko mnie?




poniedziałek, 11 maja 2015

Dzień dobroci

Bestia wczoraj bardzo ładnie poprosił. Na tyle ładnie, że postanowiliśmy zrealizować jego małe marzenie. Przypadkiem udało się nawet podwójnie. W końcu to jego miesięcznica ;).
Zachciało mu się w niedzielę pizzy. Jada tylko margharitę ale to i tak sukces bo jeszcze kilka miesięcy temu na pizzę w ogóle nie chciał patrzeć. Przy jego bardzo okrojonych upodobaniach kulinarnych, każda nowa potrawa w jego skromnym menu, wprawia nas w stan niemal euforycznej radości.


Sam zjadł na obiad całą. A, że w promocji nabyliśmy aż trzy na kolację znowu była pizza.
Brzdąc zjadł dwa kawałki ale w zasadzie miał ochotę na frytki. Czego się nie robi dla ukochanych dzieci - były i frytki.



Tymczasem ja i M. tradycyjnie po steku z Hereforda. Jak szaleć to szaleć.



Dzień jak codzień. Obowiązkowo x-box, trampolina, pociągi lego city, Psi patrol i spacer (kolejność przypadkowa).